Brązujący krem do twarzy Orzech & Bursztyn - Bielenda

W tym roku lato nas nie rozpieszcza. Co prawda można było odrobinę lata zasmakować, ale jednak więcej mamy burz i deszczu niż typowo letniej ciepłej i słonecznej pogody (przynajmniej nad morzem). Skoro słońca brak to brak również możliwości nabrania delikatnego brązowego koloru skóry. Osobiście nie jestem zwolenniczką leżenia plackiem na plaży i smażenia się po kres możliwości. Tym bardziej poszukuję kosmetyków, które nadadzą mojej skórze ładnego złotobrązowego odcienia bez wysiadywania na plaży. Jednym z produktów, który sprawdził się w tej kwestii jest brązujący krem do twarzy z serii Orzech i Bursztyn firmy Bielenda.

Brązujący krem do twarzy Bielendy stopniowo nadaje naszej twarzy koloru delikatnego brązu - wygląda to bardzo naturalnie, nie ma tu mowy o żadnych pomarańczowych tonach, jak to bywa w przypadku samoopalaczy. Odcień jest tak naturalny jakbyśmy złapały trochę słońca po kilku godzinach na plaży. Nie można sobie też nim zrobić krzywdy, bo nie robi plam ani zacieków. Jednym słowem tani i dobry produkt. Jedynym minusem może być to, że mimo, iż w opakowaniu pachnie ładnie - jak waniliowy budyń - to przy nakładaniu na twarz ten zapach nabiera woni typowej dla samoopalaczy, czyli nie aż tak przyjemnej. Ponadto ma tendencję do przetłuszczania skóry - na szczęście rozwiązanie tego problemu jest łatwe - wystarczy stosować krem co 2 czy 3 dzień. Kolor nadal będzie się utrzymywał, ale nie będziemy się świecić jak choinka na Boże Narodzenie ;)

3 komentarze:

  1. Ja stosuję z Ziaji masło kakaowe, rownież ma poprawiać koloryt cery. :)

    www.moniquerehmus.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba się na niego skuszę, bo jestem masakrycznie blada :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie, że daje taki naturalny efekt! ;) pozdrawiam i zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz.

Na pytania postaram się odpowiedzieć pod postem, pod którym zostały zadane.

Copyright © 2016 Nuttin' But Style , Blogger