'LeBron James. Król jest tylko jeden?' Marcin Harasimowicz

Pamiętam, jakby to było dziś, jak mój tata zabrał mnie po raz pierwszy na mecz koszykówki. W Trójmieście powstała drużyna koszykówki i to był pierwszy mecz sezonu III ligi. Od tej właśnie chwili moja miłość do koszykówki trwa nieprzerwanie aż po dzień dzisiejszy. Nie tylko zawsze lubiłam w nią grać, ale również oglądać - przez ponad 16 lat nie opuściłam ani jednego meczu. Nawet jak byłam chora i nie szłam do szkoły to na mecz iść musiałam - po prostu nie było innej opcji. Pamiętam jak, jeszcze wtedy, Trefl Sopot wywalczył awans do II ligi, a potem do ekstraklasy. Pięli się na szczyt w ekspresowym tempie - to była tylko kwestia czasu kiedy zdobyli brąz, potem srebro, aż doszli do kulminacyjnego punktu zdobywając Mistrzostwo Polski. Prokom Trefl Sopot (a potem Gdynia) jako Mistrzowie panowali niepodzielnie przez wiele lat aż przyszedł czas, że odcięto im dopływ funduszy i kilka sezonów temu po raz pierwszy nie było ich w finale - stracili mistrzowski tytuł i do tej pory niestety nie udało im się go odzyskać. To jednak była wspaniała koszykarska historia i do tej pory pamiętam te emocje - 6 tysięcy gardeł zagrzewających swoją drużynę do walki - zrozumie to tylko zagorzały kibic. Sportowe emocje to jest to co napędza całą koszykarską (i nie tylko) machinę. Dlatego niezmiernie ubolewam nad tym, że od kilku sezonów Polska Liga Koszykówki powoli stacza się po równi pochyłej. To już nie ten poziom, to już nie te emocje. Jeden powie, że zabrakło wielkich sponsorów, drugi, że zabrakło chęci. Myślę, że prawda leży gdzieś po środku, jak to zazwyczaj bywa. Brakuje sponsorów, brakuje pieniędzy, więc i nie ma możliwości pozyskania świetnych zagranicznych koszykarzy, a polscy sportowcy to niestety nie ta liga. Dobrych polskich koszykarzy tak naprawdę można na palcach zliczyć, a większość z nich przeszła już na sportową emeryturę. 


Oprócz uważnego śledzenia walk na koszykarskich parkietach w Polsce, obserwowałam również mecze rozgrywane za oceanem - NBA to od zawsze było coś - tam błyskotliwa akcja goni błyskotliwą akcję, tam się gra szybko, ale z głową zarazem. Żadna inna liga nie może się równać z NBA - choć rozgrywki europejskie są dużo bardziej zbliżone stylem i jakością do amerykańskiej ligi niż polskie to mimo wszystko NBA jest niedoścignionym ideałem. Chyba nie ma osoby, która nie kojarzyłaby takich osobistości jak: Michael Jordan, Kobe Bryant, Shaquille O'Neal. I choć NBA również się zmienia to w przeciwieństwie do polskiej ligi tam gwiazdy odchodzą, ale w tym samym czasie rodzą się nowe, które błyszczą nie mniej niż ich starsi koledzy. Jedną z takich gwiazd jest LeBron James.

W tym miejscu chciałabym polecić wszystkim miłośnikom koszykówki książkę "LeBron James. Król jest tylko jeden?". Marcin Harasimowicz w sposób wyczerpujący roztacza przed nami historię życia LeBrona, który z nikomu nieznanego chłopaka stał się prawdziwą gwiazdą amerykańskiej ligi.


Historia LeBrona to historia chłopaka, który od zawsze chciał grać w koszykówkę. Wymyślił sobie, że zostanie koszykarzem, ale nie byle jakim koszykarzem, a jednym z najlepszych koszykarzy w Stanach. Od tego momentu uparcie dążył do celu. Żadna porażka go nie zniechęcała, a tylko motywowała do tego by starać się jeszcze bardziej niż dotychczas. W czasie gdy jego koledzy używali życia i balowali na lewo i prawo LeBron ćwiczył, ćwiczył i jeszcze raz ćwiczył. Od samego początku wiedział czego chciał i zdawał sobie sprawę z tego, że jedyną osobą, która może stanąć mu na przeszkodzie, do osiągnięcia upragnionego celu, może być tylko on sam. Nie zważał na to co mówią inni tylko robił swoje. Jego determinacja doprowadziła go do kilkukrotnego Mistrzostwa Ligi. Zdobył przy tym niezliczone nagrody dla najlepszego zawodnika. Przy czym nie spoczął na laurach i dalej prze na przód do bycia jeszcze lepszą wersją siebie, jeszcze lepszą koszykarską wersją LeBrona, którego do tej pory zdążyliście poznać. Kiedy osiągnął upragniony sukces postanowił wrócić do rodzinnego miasta, bo tam jest jego miejsce, bo tam jest jego drużyna, bo tam ma jeszcze dużo do zrobienia. Możecie być pewni, że jeszcze nie raz usłyszycie - LeBron you are MVP :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz.

Na pytania postaram się odpowiedzieć pod postem, pod którym zostały zadane.

Copyright © 2016 Nuttin' But Style , Blogger