'W matni' Daniel Glattauer

"W matni" to thriller miłosny - jeśli chodzi o thrillery to jako gatunek literacki uwielbiam je. Jednak do książek typowo miłosnych jakoś nie jestem przekonana. Prawdopodobnie nie kupiłabym książki Daniela Glattauera z prostego powodu - po prostu nigdy nie zagłębiałam się w otchłań dostępnych tytułów w tej kategorii. Jednak kiedy zwrócono moją uwagę na pozycję z tej kategorii, a co za tym idzie przyjrzałam się bliżej fabule, okazało się, że "W matni" "wygląda" całkiem obiecująco. 



Mamy tu wątek miłosny? Mamy. Typowa relacja - kobieta i mężczyzna. Spotykają się. Stają się sobie coraz bliżsi. Wszystko jest jak należy. Jednak stopniowo na tej idealnej relacji pojawiają się rysy, których główna bohaterka zdaje się nie zauważać. 
Thriller? Może nie mamy tu do czynienia z wartką akcją, ale autor stara się wytworzyć atmosferę lekkiego napięcia. Choć wydaje mi się, że typowe napięcie jakie wywołują thillery ta książka ma szansę osiągnąć po przeniesieniu na kinowe ekrany (podobno wkrótce ma nastąpić ekranizacja) - wydaje mi się, że filmowcy mają szansę ten efekt napięcia zdecydowanie podkręcić. 



To co sprawia, że "W matni" można zaliczyć do świetnych książek to to, że historia jest bardzo prawdopodobna, realna, jest to coś co może się wydarzyć, a nawet więcej - pewnie nie raz się już wydarzyło i wydarzy się ponownie. 
Daniel Glattauer prowadzi nas przez relację Judith i Hannesa w taki sposób, że cały czas jesteśmy przekonani o tym, że doskonale wiemy co się dzieje, kto z kim i dlaczego. Jednakże w pewnym momencie zaszczepia w nas nutkę wątpliwości. Sprawia, że przestajemy być pewni, że racja stoi po stronie danego bohatera. Glattauer w umiejętny sposób "miesza nam w głowach" dzięki czemu zakończenie tej historii może być jednak dla nas zaskoczeniem mimo, iż od początku byliśmy pewni, że cała opowieść jest prosta i banalnie łatwa do rozgryzienia. To sprawia, że "W matni" nie jest książką nudną, a gatunek literacki z miłością jako główną bohaterką jest warty poznania.


Osobiście jestem pozytywnie zaskoczona tą książką. Nie myślałam, że thriller miłosny może być na tyle ciekawy, że wciągnie mnie jako czytelnika i błyskawicznie pochłonę "W matni" nawet się tego nie spodziewając. W dodatku bardzo możliwe, że powstanie z tego dobry film.

PS. Trzeba przyznać Danielowi Glattauerowi, że potrafi idealnie stworzyć nawet drugoplanową postać. Bianca - praktykantka zatrudniona przez główną bohaterkę w sklepie z lampami, którego jest właścicielką - to małe mistrzostwo jeśli chodzi o zbudowanie charakteru postaci. Autor sprawił, że Bianci nie da się nie zauważyć i kilka razy dzięki niej uśmiechniecie się pod nosem. 

1 komentarz:

  1. Ja też raczej nie zwróciłabym uwagi na tę pozycję. Nie przepadam za romansidłami, gdzie wątek miłosny gra pierwsze skrzypce i wszystko się kręci wokół tego. Jakieś romanse jako wątek poboczny jestem w stanie zaakceptować, jeśli nie należą do ckliwych serialowych kategorii (co chwilę rozstania i powroty, zawsze ten sam schemat), czasem nawet je lubię, ale to nie ma być główny temat.
    Jednak chyba nigdy nie czytałam thrillera miłosnego, powyższy tytuł mnie zaciekawił i myślę, że chętnie po niego sięgnę, bo to zawsze coś nowego :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz.

Na pytania postaram się odpowiedzieć pod postem, pod którym zostały zadane.

Copyright © 2016 Nuttin' But Style , Blogger