Kulinarne podboje z Nuttin' But Style, czyli miejsca na kulinarnej mapie, które warto odwiedzić...

...albo i nie.

Czas na kolejną porcję nowości na blogu, czyli posty, z których dowiecie się, które miejsca warto odwiedzić z naszego punktu widzenia. W "Kulinarnych podbojach", jak sama nazwa mówi, będzie mowa o restauracjach/barach/budkach itp. Planuję jeszcze serię, w której będzie mowa, o miejscach wartych odwiedzenia z turystycznego punktu widzenia ;)

Na pierwszy ogień "restauracja" Kuchnie Świata, która znajduje się przy Plaży Miejskiej w Giżycku.

Mówią, że jeśli w restauracji jest dużo ludzi to znaczy, że jedzenie jest świeże i smaczne. Dlatego też będąc w Giżycku na obiadową miejscówkę wybraliśmy właśnie Kuchnie Świata. Jak się później okazało wybór nie do końca był trafny.

Restauracja jest z tych, w których wybierasz samemu stolik i czekasz aż kelnerka przyniesie Ci kartę. Czas od wejścia do Kuchni Świata do otrzymania karty to 25 minut. Kelnerki udają, że Cię nie widzą i przelatują obok jak tornado.

Po złożeniu zamówienia, w ciągu zaledwie kilku minut do stołu podano napoje i przystawkę. Czas ok. 5 minut napawał nas optymizmem co do szybkości wydania dania głównego. Niestety nie mogliśmy się bardziej pomylić. Czas oczekiwania na jedzenie wyniósł dokładnie 65 minut. Przy czym kelnerki nadal przelatywały obok stolików jak huragan, więc nie było najmniejszej możliwości by nawet zapytać co się dzieje z naszym zamówieniem. Dokładnie po wspomnianych 65 minutach udało mi się dorwać jedną z nich, tylko dlatego, że w pobliżu naszego stolika ktoś poprosił o rachunek.


Kiedy udało mi się ową kelnerkę dorwać i zapytać czy długo jeszcze będziemy musieli oczekiwać na nasze jedzenie, bo ten czas wynosi już ponad godzinę nagle w ciągu niecałej minuty nasze dania znalazły się na stole. Swoją drogą nie tylko my oczekiwaliśmy tyle na nasze zamówienie. Przy stoliku obok trzy dziewczyny były równie zirytowane (zamierzały już nawet opuścić lokal). Natomiast za nami siedziały dwie inne kobiety, które nie dość, że czekały na swoje zamówienie ponad godzinę to jeszcze dostały nie to co zamawiały. Jedna z nich miała aż takiego pecha, że była to ryba zapiekana z serem i pieczarkami, a ona grzybów nie lubiła. Także musiała zjeść i zapłacić za danie, którego nie tylko nie zamawiała, ale i nawet nie chciała zjeść. Jednak nie miała większego wyboru, bo gdyby chciała to danie wymienić to czekałaby zapewne kolejną godzinę. Co ciekawe, ludzie, którzy zamawiali pizzę dostawali ją po niecałych 20 minutach. Natomiast usmażenie ryby i mrożonych talarków ziemniaczanych okazywało się dla kucharzy zadaniem trudnym do wykonania.

Nadal nie mogę wyjść z podziwu, że usmażenie kawałka ryby, małej porcji mrożonych talarków ziemniaczanych, a do tego ułożenie na talerzu miseczki z gotowym sosem z butelki oraz dorzucenie pokrojonych dwóch liści sałaty, plastra pomidora, plastra ogórka i plastra czerwonej papryki przekrojonego na 4 części i polanie tego łyżką sosu wymaga aż 65 minut. W takim razie chyba minęłam się z powołaniem, bo u nas w domu takie danie robi się w 20-25 minut. Jestę Top Chefę ;)


Jeśli chodzi o doznania smakowe - to ryba była przepyszna - świeża, nie schowana w zamrażarce przez kilka miesięcy i nie zalana tłuszczem (co się często zdarza). Jednak talarki mogłyby być bardziej przypieczone, bo były na granicy surowości. Chwila krócej we frytkownicy i byłyby całkiem surowe. Warzywa wiadomo zawsze dobre, jednak powaliła mnie ilość - po jednym plasterku ze wszystkiego - taka trochę surówkowa degustacja - wszystkiego po jednym małym kęsie ;)

Mimo, iż ryba była smaczna to myślę, że raczej nie warta 30 zł i czekania na nią aż tyle czasu. Jeśli ściska Was głód to raczej nie będzie to restauracja dla Was - chyba, że zamówicie mnóstwo przystawek ;)

No i dzbanek (1 l) Ice Tea za 13 zł to mistrzostwo ;) Cena, za którą w normalnych warunkach będziecie mieć prawie 2,5 l Nestea albo aż blisko 7 l Ice Tea z Lidla czy Biedronki, które smakują prawie tak samo, a przypuszczam, że w Kuchniach Świata raczej nie leją do dzbanka tej najdroższej mrożonej herbaty ;)


Także rybka na tak, ale sam punkt restauracyjny na nie. 

8 komentarzy:

  1. OO to my wolimy, gdzie indziej zjeść taką rybkęl;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podziękuję..Przy takim czasie oczekiwania na potrawę człowiek zdąży "zejść" z głodu..

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo rzadko stołuje się w restauracjach preferuję kuchnie domową mojej mamy. Jeśli już muszę zjeść coś na mieście to wybieram zawsze świeże sałatki. Jeśli nie jest świeża to nie spożywam ich i tym bardziej nie płace.

    Ostatnio dostałam sałatkę z surowym kurczakiem :D podobno nigdy im się to nie zdarza. Oczywiście podano mi zaraz kolejną z "dopieczonym" kurczakiem, który również okazał się surowy. Uwaga na sałatki w Da Grasso.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś w Sphinxie zamówiłam sałatkę z kurczakiem i jak ją przyniesiono do stołu to coś mi dziwnie śmierdziało. Jak się nachyliłam na talerzem to zapach był taki jakby ktoś tam narobił do talerza :/ Okazało się, że mięso jest tak spalone, że było całe czarne pod spodem (przypuszczam również, że mieli brudny grill i w połączeniu ze spalenizną powstał przeraźliwy smród), ale ułożyli je tak żeby tego nie było widać. Jednak smrodu jak z toalety nie dało się nie poczuć. Musiałam ją zwrócić i w zamian za to przynieśli mi inną sałatkę, taką bez kurczaka, ale za to zalali ją litrem pseudo vinegretu. Totalna porażka. Nie polecam zamawiania tam sałatek.

      Usuń
    2. Nie jadłam tam nigdy sałatek...ale podawanie przypalonego i surowego kurczaka to jakiś standard :D nawet ja lewa w kuchni umiem prawidłowo usmażyć kurczaka. Czasami mam wrażenie, że oni zajmują się tylko kuchnią... ale cudownymi zapachami już nie. Ja nie znoszę mocnych zapachów detergentów wychodzących z WC... nie wiem co gorsze :D okropny ból głowy :( czy smród ... ten tego ;)

      Chyba jedno i drugie!!!

      Tak teraz myślę... przebywanie cały czas w takim smrodzie to u nich codzienność, więc może mają już przyzwyczajony zmysł węchu i nie odpycha ich? :D hahaha

      Usuń
  4. skąd wiesz, że była niemrożona? widziałaś kiedyś gdzieś w Polsce świeżą solę, bo ja nie, a to jedyna ryba którą jem... tym bardziej nie w Giżycku, bo to ryba morska w dodatku to rzadko występująca w Bałtyku ogólnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj czuć, że ryba była głęboko mrożona i to dawno temu. Wtedy jest wodnita i bez smaku. Chodziło mi właśnie o to, że była w ten sposób "świeża", a nie zamrożona pół roku temu, a to znacząca różnica.

      Usuń
  5. Rybka wygląda apetycznie, szkoda że taki długi czas oczekiwania :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz.

Na pytania postaram się odpowiedzieć pod postem, pod którym zostały zadane.

Copyright © 2016 Nuttin' But Style , Blogger