Szykuje się baba do wyjścia, a tam 6 porażek...

Wyobraźcie sobie taki przypadek*. Piątek. Szykujecie się do wyjścia. Właśnie zamierzacie się pomalować. Skończył się Wam tusz, ale to nie problem, bo macie pół szuflady tychże specyfików. Sięgacie po jeden. Zaczynacie malować prawe oko (może być lewe jak kto woli). Szczota niemiłosiernie Was drapie, ale to nic malujecie dalej. Patrzycie, a tam po 20.000 pociągnięć tuszem rzęs jak nie było widać tak nadal nie widać. Zirytowane stwierdzacie, że nie takiego efektu oczekiwałyście. W duchu myślicie sobie "pomalowałam dopiero jedno oko to szybciutko zmyję to co tam namazałam i wezmę inny tusz". Zmywacie i sięgacie po kolejny egzemplarz (poprzedni wylądował gdzieś tam byle daleko od Was w tej chwili). No więc zaczynacie malować oko (to prawe niech będzie). Malu, malu i co? Tusz tak mokry, że macie 3 rzęsy a'la Lady Gaga. No nie, tego już za wiele grrr. Zmywacie. Osobnik numer 2 podziela losy jedynki. Niezrażone (bo przecież do wyjścia jeszcze sporo czasu) wyciągacie asa z rękawa w postaci tuszu numer 3. Oł jeee. Teraz się uda, w końcu mówią, że do trzech razy sztuka. Nic bardziej mylnego. Tusz nieotwierany, ale taki jakiś jakby glut. Myślicie "chyba nic z tego nie będzie, ale raz kozie śmierć". Szast prast no i miss świata to nie będziecie. Swoją drogą w tej chwili jedyne co przychodzi Wam na myśl to: "#%$^&^%#@%". Rozum podpowiada Wam żebyście sobie dały spokój i sięgnęły po Wasz ulubiony, sprawdzony tusz, ale co tam racjonalne myślenie poszło w las (i zrozum tu kobietę) i sięgacie do szuflady po kolejny tusz. Tym razem musicie się trochę namęczyć, bo w blister zapakowany i dziad jeden nie daje za wygraną - za chiny ludowe otworzyć się nie da. Jednakże jako typowa kobieta XXI wieku o sile Pudziana w końcu rozrywacie opakowanie z triumfalnym uśmiechem na ustach. Rach ciach (to samo oko jako królik doświadczalny). Pomalowałyście prawe, pomalowałyście lewe (uda się, uda!). Patrzycie no tak nawet, nawet, ale ta jedna warstwa to jednak za mało. Chcę efektu WOW (uparte babsko), a nie takiej dziewczynki z zapałkami. No to szybko warstwa druga, ale co to? Znowu Lady Gaga na horyzoncie (jedną rzęsę mam i przyklejony do nich (do niej?) grzebyczek do ich rozczesywania). Error, para z nosa buch (taki byczek Fernando). Nieeee. No pokusiło babę to ma za swoje. Zmywamy? Szybki rzut okiem na zegarek. Jeszcze mam czas. Bramka numer 5. Wybieram numer 5 (może w końcu zonka nie będzie). Tusz w folijkę opakowany. Znaczy się jest git. Taaa. Chciałabyś. Tego się zdjąć nie da. Normalnie folijka w symbiozę z tuszem weszła i nie odpuści. Wbijacie sobie przy okazji metalowy pilnik pod paznokieć (a jakże, dodatkowe atrakcje na początek weekendu mile widziane). 20 minut później... Folia odeszła w zapomnienie. (werble) Tam tararam. Jesteście podniecone jak baba z Radomia napojem Zbyszko 3 cytryny. Otwieracie. Tusz jakiś taki glutowaty. Znowuuuu??? O nie tym razem nie dacie się nabrać. Nie ze mną te numery (Bruner?) Postanawiacie od razu użyć kolejnego tuszu (a to cwana baba). Tusz ze stajni Waszego ulubionego egzemplarza. Według producenta robi wszystko (szkoda, że numerów żeby 6 w totka trafić nie podaje). Otwieracie. No tak, a czemu nikt nie powiedział, że ta szczoteczka wygląda tak jakby w środku jakieś tornado przeszło. No i silikon? Łee silikon to do cycków, a nie do tuszu pchać. No, ale do odważnych świat należy. Prawe oko.....O o o o matko jaka późna godzina. Zaraz muszę wychodzić. No nic, raz kozie śmierć - będzie jak jest. Wychodzę...bo piątek to tygodnia koniec i początek :)**

* It is based on a true story.
** To się zdarzyło naprawdę dnia 25.01.2013 czyli dziś...a teraz wychodzę :)

Poniżej szybkie zdjęcia sprawców zamieszania. 


28 komentarzy:

  1. nie miałam żadnego z powyższych tuszów - i chyba dobrze ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej zawiódł MF, bo 2000 calorie uwielbiam i myślałam, że ten będzie równie dobry. Choć i tak okazał się najlepszy z tej 6 ;)

      Usuń
  2. hehe oplułam monitor:) Superrrr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że muszę pisać więcej postów z życia wziętych :P

      Usuń
  3. Świetnie napisany post :)

    OdpowiedzUsuń
  4. powiem Ci że to się tak świetnie czytało.... :D ale oczywiście Ci współczuję :) ja raczej zawsze mam tylko jeden tusz na stanie a jak się sklei to prztyknę rzęsę paluchem i heja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta sytuacja tylko potwierdza fakt, że nie powinnam kupować żadnego innego tuszu poza 2000 calorie, bo kończy się to, za każdym razem, porażką ;)

      Usuń
  5. nie miałam żadnego z nich ;)))

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też nie miałam żadnego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahah świetny post ! :)
    Bardzo miło się czytało :P
    A tuszu zadnego z powyższych nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aż tyle razy bym nie próbowała malować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej w krótkim czasie wypróbowałam wszystkie tusze jakie w danej chwili posiadałam ;) Następnego dnia pojechałam kupić mój ulubiony MF 2000 calorie. Koniec z eksperymentami ;)

      Usuń
  9. że Isadora sobie nie poradziła ?!?!?!?!!?! aż dziwne , ja ten tusz wielbię , a on wciąż daje rade , choć już tyle ma ..... no ale coz - zdarza się !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Uśmiałam się- dzięki. Ja chyba bym dała za wygraną, na 6 bym czasu nie miała:( Ale brawa za wytrwałość i świetny post:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zadnego nie mialam,ale moze i dobrze;)

    OdpowiedzUsuń
  12. rozbawiłaś mnie :D ale na Twoim miejscu potraktowałabym je kwasem, żeby już nigdy nie pokazywały mi się na oczy (tusze oczywiście) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zanim to zrobię postaram się skrobnąć kilka słów na ich temat dla potomnych :P

      Usuń
  13. moje wybuchy śmiechu zaniepokoiły siostrę, że aż z drugiego pokoju przyszła ;) czytało się cudownie ;) i cieszę się, że żadnego z tych tuszy nie mam :P

    OdpowiedzUsuń
  14. he he miła dawka smiechu z rana ;')

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie napisane:) uśmiałam się do łez;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam jak piszesz takie posty! Można się pośmiać, ale i też dowiedzieć czego nie kupować:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Chyba nic nie mogło bardziej zepsuć Ci dnia :D ale czytało się przyejamnie :D

    OdpowiedzUsuń
  18. A to paskudne tusze, huncwoty jedne, no ! Jak to tak można? Brak współpracy z właścicielką-użytkowniczką... Jak nic lanie im się należy i to porządne, żeby kolejny tusz nie brał z nich przykładu :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Genialnie opisane :D Uśmiałam się porządnie! :D Podziwiam za wytrwałość! :) Z ukazanych sprawców zamieszania mam Max Factor i jest fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Na szczęście nie miałam żadnego z tych tuszy :) Ciekawie napisany post, świetnie się czytało, ale współczuję takiej przygody :(

    OdpowiedzUsuń
  21. ale się uśmiałam :D świetnie opisałaś tą historię-ale całej sytuacji jednak współczuję

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak to zawsze jest, że gdy musimy gdzieś wyjść to wtedy albo kończy nam się wszystko, albo nam nic nie wychodzi:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz.

Na pytania postaram się odpowiedzieć pod postem, pod którym zostały zadane.

Copyright © 2016 Nuttin' But Style , Blogger